k

"Człowiek zajęty nie może należycie uprawiać żadnej umiejętności, ani mowy, ani nauk wyzwolonych, ponieważ rozproszony umysł niczego nie pojmuje głębiej, lecz wszystko odrzuca (...). Człowiek zajęty najmniej jest zdatny do życia, ponieważ żadna umiejętność nie jest trudniejsza niż umiejętność życia"

-Lucjusz Anneusz Seneka, "O krótkości życia"


Przeczytałem dzisiaj artykuł w magazynie Coaching o tytule "Kiedy praca nie popłaca". Potwierdził on moje obawy: praca szkodzi zdrowiu i obniża IQ. W artykule tym autor dowodzi, że przepracowanie nie tylko szkodzi zdrowiu i inteligencji, ale także, że do stworzenia wielkich i kreatywnych rzeczy konieczne jest... "nicnierobienie".




Mówiąc całkiem poważnie: od dawna wiedziałem, że aby w głowie pojawił się naprawdę kreatywny, mądry, a może nawet wielki pomysł, albo żeby wymyślić rozwiązanie naprawdę trudnego problemu, najlepiej jest dać umysłowi spokój i "ponicnierobić". Umysł najlepiej rozwiazuje najtrudniejsze problemy, kiedy nie jest atakowany żadnymi bodźcami.

Oczywiście nikt nie stanie się geniuszem jeśli swojemu umysłowi w ogóle nie będzie dostarczał bodźców. Genialne pomysły (przynajmniej w moim mniemaniu) zawsze wpadały mi do głowy po jakimś okresie wytężonej pracy, ale dopiero po ok. dwóch dniach odpoczynku. Okres pracy, nauki i ogólnego eksplorowania rzeczywistości sprzyja naładowaniu umysłu różnymi scenariuszami rozwiązań problemów. Jednak poskładanie tego w całość, a już zwłaszcza zrobienie z tego całości, która jest spójna z nami, wymaga wyciszenia, może nawet wyłączenia świadomego umysłu - ale jednocześnie pozostawania na jawie.

Ja w taki stan wpadam podczas popołudniowych drzemek, które sobie funduję, o ile mogę sobie na to pozwolić. Staram się nie myśleć o niczym, próbuję zasnąć, ale czuję, że umysł ciągle przetwarza różne informacje. I co najciekawsze, wyskakują wtedy z podświadomości różne tematy: raz, że problemy do rozwiązania, o których zapomniałem (a jednocześnie dość jasno ukazują się rozwiązania tych problemów), a dwa - pojawiają się pomysły najbardziej spójne z moimi prawdziwymi celami i z moim "ja" (przyjmując jakąś uproszczoną definicję "ego" na tę chwilę). Jasne jest więc, że nie da się być jakoś szczególnie kreatywnym będąc ciągle w trybie "multitasking".



wojciech gil_blog o biznesie
Byłem kiedyś na kursie z NLP (a tak na prawdę z osobistej filozofii) u Pawła Mroza, założyciela Polskiej Akademii NLP. Paweł opowiedział, że zrobił pewnego razu eksperyment polegający na tym, że zbadał częstotliwość fal mózgowych wśród uczestników swojego szkolenia. Najpierw przeprowadzał różne ćwiczenia polegające m.in. na rozwiązywaniu różnych problemów i na dyskusji na różne trudne tematy. Jeden z uczestników charakteryzował się wyjątkową niechęcią do ćwiczeń, wszystko krytykował i nie potrafił rozwiązać merytorycznie żadnych problemów. Paweł zbadał fale mózgowe uczestników szkolenia i okazało się, że mózg tego z uczestników, który wszystko krytykował i był mało kreatywny nadawał na falach o wysokoch częstotliwościach (fale beta lub gamma). Mózgi pozostałych uczestników, którzy lepiej wykonywali zadania, pracowały na falach o niższej częstotliwości (alfa). 

Krótko mówiąc, im wyższa częstotliwość pracy mózgu, tym bardziej proste i prymitywne działanie. Fale gamma o najwyższej częstotliwości odpowiadają z funkcje motoryczne, z kolei fale theta, czyli te o jednym z niższych zakresów częstotliwości, występują podczas medytacji. Po środku są jeszcze fale beta i alfa. Te pierwsze, alfa, są charakterystyczne dla zwykłej, codziennej pracy, w tym pracy umysłowej. Z kolei te drugie, alfa, występują podczas relaksu i odprężenia - np. tuż przed zaśnięciem i po przebudzeniu rano. Okazuje się, że to właśnie te fale (alfa), o niskiej częstotliwości, są wykorzystywane w technikach szybkiego uczenia się. Oznacza to, że fale beta służące do codziennej pracy nie sprzyjają efektywnej nauce.

Na kursie Pawła Mroza ćwiczyliśmy wprowadzanie się w stan sprzyjający przełączaniu umysłu na fale alfa i theta, co miało skutkować wytworzeniem zdolności do lepszego rozwiązywania problemów, zwiększeniem kreatywności, a przechodząc do coraz niższych częstotliwości: filozofizcznym poznaniem własnego "ja". Nie wdając się teraz głębiej w te wątki, chcę tylko powiedzieć, że nauka jasno potwierdza, że umysł działający na wysokich częstotliwościach, charakterystycznych dla codziennej pracy i dla wykonywania nawet ambitnych umysłowych zadań, nie jest w fazie właściwej dla efektywnej nauki i rozwiązywania trudniejszych problemów. Tym bardziej nie jest w stanie sprzyjającym głębszej refleksji nad życiem, nie jest w stanie planować strategicznych celów w firmie, nie jest w stanie budować świadomie głębszych relacji i niewiele się uczy.

Scott M. Peck w książce "Droga rzadziej wędrowana. Nowa psychologia miłości i wartości tradycyjnych" napisał, że "Nieświadome wie, co jest dla nas dobre". To nieświadomy umysł tak naprawdę wie, co powinniśmy robić, jak rozwiązywać problemy, jaką budować przyszłość. "Nieświadome" jest jednak ciągle zagłuszane przez obecną kulturę "multitaskingu". Przez ciągle napływające bodźce, nowe zadania, a gdy już mamy chwilę przerwy przez facebooki, maile, portale informacyjne, filmy, reklamy... Natura nie znosi próżni - zawsze sobie tak myślę, gdy próbuję stworzyć wokół siebie próżnię i spokojnie pomyśleć, a jakieś bodźce zaczynają mnie atakować. Jeśli już niektórym bodźcom nie możemy zaradzić, to przynajmniej nie dodawajmy ich sobie sami. Wyłączajmy świadomy umysł i próbujmy słuchać "Nieświadomego".

Nadmiar informacji nas ogłupia. Ja od 8 lat nie mam telewizora, nie czytam ogólnoinformacyjnych portali i - nieskromnie przyznam - czuję się z tym znacznie mądrzejszy niż niektórzy poinformowani o całym życiu kulturalno-polityczno-społecznym. Czytam pisma branżowe które mnie interesują, czytam książki ściśle związane z biznesem, psychologią, inwestowaniem. Poznałem wielu inwestorów od których mogłem się uczyć. Robili oni transakcje na duże kwoty na nieruchomościach. Myślicie, że oni analizują jakieś sterty danych, robią jakieś skomplikowane wyliczenia, analizują trendy cen metra kwadratowego na przestrzeni ostatnich lat? Nic z tych rzeczy. Ludzie Ci poświęcają dużo czasu na wizualizowanie sobie rozmów negocjacyjnych ze sprzedającymi nieruchomość, medytują i rozmyślają o tym, jak sprzedać nieruchomość zanim ją kupią. Późniejsze działanie tu już tylko proste wdrożenie idei. Kilka ogłoszeń, kilka rozmów, kilka telefonów. Do tego jest jeszcze dużo pracy operacyjnej, ale nie to decyduje o sukcesie inwestycji. Gdy rozmawiam z tymi ludźmi nigdy nie schodzimy na politykę, nigdy nie rozmawiamy o nowych filmach, nie interesuje ich co na świecie słychać. Choć co do najistotniejszych rzeczy są dobrze poinformowani.

Dariusz Miłek, właściciel CCC, który otwiera sklepy z butami co ok. 3 dni na terenie całej Europy powiedział kiedyś, że jest minimalistą informacyjnym. Z informacji telewizyjnych interesuje go tylko pogoda i sport (jest kolarzem). Ubiera się ciągle w to samo, żeby się specjalnie nie rozpraszać - tak jak Mark Zuckerberg. 


"Główną ludzką wadą, źródłem wszystkich błędów jest akt dekoncentrowania umysłu, zawieszenia świadomości, co w konsekwencji prowadzi nie tyle do ślepoty, ile do umyślnego niedostrzegania, nie tyle do ignorancji, ile do umyślnego niewidzenia.." - Ayn Rand

Rozpraszanie umysłu jest może jedną z największych zbrodni jaką można sobie i swojemu otoczeniu wyrządzić. Rozproszony umysł działa na falach gamma, które odpowiadają za proste czynności techniczne, a chyba nie chcemy budować swoich relacji w mechaniczny i bezrefleksyjny sposób. Rozproszony umysł działa mechanicznie, powiela utrwalone schematy i uruchamia naturalne mechanizmy obronne. Nie rozwiązuje problemów kreatywnie, nie zajmuje go reflaksja nad długoterminowymi skutami działań, nie zważa na relacje.

Co zrobić, żeby bronić się przed rozpraszaniem umysłu? Poświęcaj czas na "nicnierobienie". Nie chodzi o bezmyślne przeglądanie fejsa. Musisz się nauczyć naprawdę, dosłownie nic nie robić leżąc i patrząc w sufit. Mogą się wtedy pojawić myśli, których się przestraszysz. Złapanie za telefon i włączenie instagrama to reakcja obronna. Ludzie wolą być rażeni impulsami elektrycznymi, niż spędzić 15 min z samym sobą - co udowodniono badaniami. Dla mnie to dziwne, ja szukam okazji do refleksyjnego "nicnierobienia", ale widzę, że mało kto to potrafi. Jeśli tego nie potrafisz i Twoja natura nie wskaże Ci właściwej dla Ciebie drogi, to ktoś inny Cię zaprogramuje, żebyś robił to, co on będzie chciał.

Gdybym Ci powiedział, że codzienne odgrywasz tylko scenariusz napisany przez kogoś innego, powtarzasz proste czynności których Cię nauczono w szkole (nie ważne, że te czynności składają się na pracę analityka w banku albo prawnika w dużej korporacji) i tak na prawdę nie realizujesz zupełnie nic z tego, co stara się podpowiedzieć Ci Twoja natura ("Nieświadome")? A jeśli tak, to jest tak właśnie dlatego, że nie dajesz jej dojść do głosu.





Jeśli chcesz na bieżąco otrzymywać podobne artykuły, zapisz się:

{ 1 komentarze... read them below or add one }

Najciekawsze materiały prosto na Twojego maila:

Zgadzam się z Polityką Prywatności

O autorze:

O autorze:
Wojciech Gil - przedsiębiorca, inwestor, właściciciel WG Property sp. z o.o. (inwestycje w nieruchomości) oraz Home Share sp. z o.o. (pokoje na wynajem dla studentów). Z wykształcenia prawnik i historyk, z zamiłowania pasjonat wszelkich form przedsiębiorczej działalności człowieka.

Śledź na Facebooku:

Wojciech Gil. Obsługiwane przez usługę Blogger.

- Copyright © wojciechgil.pl -Metrominimalist - Designed by Johanes Djogan -