k

5 książek o nieruchomościach, które musisz przeczytać

O inwestowaniu w nieruchomości:


Dolf de Roos "Real Estate Riches: How to Become Rich Using Your Banker's Money"- książka wprawdzie po angielsku, ale napisana bardzo przystępnym językiem. Światowy bestseller, absolutna podstawa, warto się wysilić i odświeżyć swój angielski ;)

Robert Kiyosaki "Bogaty Ojciec Biedny Ojciec" - miałem o tym nawet nie pisać, bo przecież wszyscy czytali Kiyosakiego... A może Ty nie czytałeś? To czas najwyższy ;)

Bartosz Nosiadek "Zarabianie prawdziwych pieniędzy" - Bartek jest inwestorem w nieruchomości i deweloperem, na flipowaniu mieszkaniami został milionerem. W Polsce, w niedużej miejscowości. No to chyba się jednak da. Warto się od niego uczyć.



O kupowaniu mieszkań na wynajem:


Ken McElroy "ABC jak inwestować w nieruchomości" - książka jest wprawdzie ogólnie o inwestowaniu w nieruchomości, ale posiada cały szereg praktycznych porad jak wybrać i kupić odpowiednią okazję, dlatego umieściłem ją w tej kategorii. Dowiesz się z niej jak uzyskać odpowiednią cenę za nieruchomość praktycznie jej nie negocjując oraz jak budować portfel mieszkań na wynajem.

Robert Mayer "Jak wygrać każde negocjacje" - książka absolutnie genialna i konieczna do przeczytania dla każdego przedsiębiorcy, nie tylko w branży nieruchomości. Na pewno bardzo pomoże Ci w kupowaniu mieszkań w dobrej cenie i w atmosferze przyjemnych dla obu stron negocjacji. Podstawa w negocjacjach to wzajemna sympatia, czego nauczyłem się m.in. od Roberta Mayera.



O zarządzaniu najmem:


Sławek Muturi "Zarządzanie najmem" - temat za którym nie przepadam, dlatego radzę go przestudiować wszystkim obecnym i przyszłym inwestorom, którzy zastanawiają się, czy samemu zarządzać najmem, czy oddać to profesjonalnej firmie.

Dieta niskoinformacyjna - czyli jak nie zostać specjalistą od pierdoł

wojciech gil_dieta niskoinformacyjna

"Nigdy nie oglądam wiadomości, a w ciągu ostatnich pięciu lat ani razu nie kupiłem gazety"

Timothy Ferriss - "4-godzinny tydzień pracy"


Rzadko oglądam seriale, ale ostatnio wkręciłem się z żoną w Sherlocka Holmesa z Benedictem Cumberbatchem. Postać Sherlocka w tej odsłonie wykreowana jest na ekscentrycznego geniusza, cynicznie logicznego introwertyka, któremu najlepiej myśli się w samotności. W jednym z odcinków wydało się, że Sherlock nie wie kto jest obecnie premierem Wielkiej Brytanii i nie ma dla niego znaczenia, czy Ziemia jest krąży dookoła Słońca, czy Słońce dookoła Ziemi. Moja żona się zaśmiała i powiedziała, że to tak ja...

Większość informacji, które do nas docierają nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Nawet jeśli dotyczy to wielkiej polityki i tzw. "ważnych spraw".

Zróbmy prosty test: 

1) Zastanów się, co jest dla Ciebie w życiu ważne, ale tak zupełnie osobiście. Pomyśl, o swoich planach krótko, średnio i długoterminowych. Pomyśl o życiu zawodowym, o swojej pracy lub firmie. Jeśli jesteś uczniem lub studentem, to pomyśl o swoich pasjach, które chciałbyś rozwijać w najbliższych latach, które może zadecydują o kierunku Twoich studiów lub przyszłym zawodzie. 

UWAGA: to nie coaching z "planowania celów", to weryfikacja czy informacje medialne są Ci w ogóle do czegoś potrzebne. 

Serio, pomyśl o tym teraz przez kilka minut. Zapisz kilka ważnych dla Ciebie spraw. Ile chcesz, nic Ci nie narzucam, ale może chociaż trzy, ok?

2) Miej te zapisane cele, rzeczy ważne, czy jakkolwiek to nazwiesz, przy sobie przez najbliższy tydzień.

3) Za każdym razem, jak usłyszysz jakieś informacje medialne, obejrzysz telewizję albo przeczytasz popularną gazetę, zastanów się ile informacji z mediów ma w ogóle JAKIKOLWIEK wpływ na ważne dla Ciebie sprawy, które zapisałeś.

Jeśli Twoje osobiste zainteresowania oscylują wokół politologii i dziennikarstwa śledczego, to może natrafiłeś na cenne dla Ciebie informacje. Jeśli interesuje Cię gospodarka czysto teoretycznie, to może też coś znalazłeś. Ale jeśli już gospodarka interesuje Cię bo chcesz zarabiać pieniądze, to pewnie nie znalazłeś nic konkretnego. Jeśli chcesz awansować w pracy - obawiam się, że oglądanie wiadomości telewizyjnych Ci nie pomogło. Chcesz założyć lub rozwinąć firmę? Obawiam się, że w mediach niewiele znalazłeś. Chcesz mieć fajny dom, żonę, męża, udany związek, psa, kota, samochód? Z telewizji dowiesz się raczej o tym, że dom się spalił, ktoś się znęcał nad psem, a ktoś inny pobił żonę. Po co Ci takie informacje? 

Jakie ma znaczenie, kto jest premierem Estonii jeśli nie jesteś fachowcem od geopolityki, dziennikarzem albo ministrem spraw zagranicznych?

Pewnie słyszałeś o sławnej zasadzie 10.000 godzin. Człowiek staje się specjalistą w dowolnej dziedzinie, o ile tylko poświęci na nią 10.000 godzin. Załóżmy, że docierają do Ciebie różne nieistotne informacje zaledwie przez 4 godziny dziennie. W około 7 lat staniesz się fachowcem od spraw nieistotnych. Fachowcem od spraw, na które nie masz żadnego wpływu i które Ci w niczym nie ułatwią życia. Gratuluję!

Chcesz stać się fachowcem od pierdoł szybciej? Jadąc do pracy słuchaj wiadomości w radiu, w pracy gadaj ze znajomymi o głupotach i polityce, po drodze z pracy kup gazetę, czytaj ją przez godzinę po południu, a wieczorem obejrzyj wiadomości. Będziesz wybitnym specjalistą od bzdur w jakieś 3-4 lata.



"Kiedyś czytałem, że twórca Facebooka, Mark Zuckerberg, codziennie zakłada taki sam szary T-shirt. Robi to po to, żeby się niepotrzebnie nie rozpraszać nieważnymi rzeczami. Ja robię podobnie"


Dariusz Miłek - właściciel CCC (Forbes 04/2015)

Zastrzeżenie: to, co wyżej napisałem, to nie zachęta do totalnej ignorancji. Warto interesować się polityką z nieco wyższego poziomu, niż telenowelowy poziom prezentowany w telewizji (tak nazywam polityczne informacje, które skupiają się na tym, jak jeden polityk obraził drugiego, a nie niosą za sobą żadnej wiedzy o programie politycznym, czy ideologii wyznawanej przez danego polityka - bo i często może takowej nie ma). Ideologie i doktryny polityczne, myśl ekonomiczna stojąca za danym politykiem, czy partią, to akurat tematy, które warto znać. Można nie mieć pojęcia jak się nazywa jaki polityk, ale warto orientować się, czy dana partia jest za podnoszeniem, czy za obniżaniem podatków, czy sprzyja drobnym przedsiębiorcom, czy dużym korporacjom. 

Nie musisz w tym celu śledzić codziennie wiadomości. Lepiej przeczytać kilka mądrych książek. Jeśli nie wiesz jakie książki mogą pomóc Ci się rozwinąć, możesz zapisać się TUTAJ, a co tydzień wyślę Ci ciekawą recenzję książki, którą przeczytałem i mogę polecić.

Małe wyznanie: gdy studiowałem historię i prawo (i wydawało mi się, że jestem przez to taki mądry) miałem przez plan, żeby stworzyć bloga pod nazwą "pan komentator". Chciałem tam komentować różne wydarzenia z polityki, ze świata, z gospodarki. Jakoś mi to nie szło. Szybko traciłem motywację. Dopiero po latach zrozumiałem, że wynikało to z mojej wrodzonej niechęci do spraw, na które nie mam wpływu i które w gruncie rzeczy nic nie wnoszą do mojego życia. Dopiero gdy zacząłem prowadzić własny biznes, interesować się rozwojem osobistym, inwestowaniem, marketingiem i sprzedażą, pisanie bloga przyszło do mnie samo. 

Pisanie tego bloga pomaga mi poukładać różne informacje, które są mi potrzebne i które mogą jednocześnie przydać się oraz realnie zmienić życie moich czytelników. Ostatnio np. robiłem kosztorys remontowy mieszkania inwestycyjnego w oparciu o mój własny artykuł na ten temat (szybciej było znaleźć artykuł na własnym blogu niż przewracać wszystkie papiery z poprzedniego remontu). Korzystam wiec i ja, i moi czytelnicy.


Odpocznij od negatywnych informacji

"Nie będę zwracał oczu ku sprawie niegodziwej; w nienawiści mam przestępstwa: nie przylgną one do mnie. Serce przewrotne będzie ode mnie z daleka; tego, co jest złe, nawet znać nie chcę

Psalm 101, 3-4

Dieta niskoinformacyjna ma jeszcze jedną ogromną zaletę. Większość informacji przekazywanych w mediach jest negatywna, dużo jest informacji o przestępstwach, skandalach, problemach. "Tego, co jest złe, nawet znać nie chcę" pisze psalmista. Uważam, że jest w tym wielka mądrość, bo ludzki umysł jest jak gąbka i nasiąka informacjami, które są mu serwowane. Nasiąkając złymi informacjami nie koniecznie staniemy się źli, nie uważam, że dzieci grające w brutalne gry zaczną biegać po ulicach z prawdziwymi karabinami, gdyby tylko miały taką możliwość. Jednak oglądając i słuchając negatywnych treści, zaczniemy postrzegać świat jako złe i niebezpieczne miejsce oraz nauczymy mózg, żeby skupiał się na informacjach negatywnych zamiast na okazjach, szansach na rozwój lub choćby na cieszeniu się z małych rzeczy. A na świecie jest wszystkiego pełno. Można wybierać. 

To, że jest dużo złych informacji, to swego rodzaju błędne koło. Ludzie ewolucyjnie są przystosowani do tego żeby skupiać się przede wszystkim na negatywnych informacjach z otoczenia - kiedyś trzeba było uważać na drapieżniki i na osiłków z sąsiedniej jaskini. Znacie na pewno z książek o psychologii przykład, że ludzie jadąc samochodem nie zatrzymują się, żeby obejrzeć piękny widok, ale zwalniają, żeby zobaczyć wypadek.

Ludzie potrzebują negatywnych informacji, bo czują się zagrożeni, a dostając takie informacje, mają poczucie kontroli sytuacji. Z kolei dostając takie informacje, są bardziej podatni na popadanie w problemy, co dostarcza kolejnej dawki problemów do rozdmuchania i koło się zamyka.

Naukowo dowiedziono (o ile dobrze pamiętam dane statystyczne przedstawia Cialdini w "Wywieraniu wpływu na ludzi"), że medialna informacja o samobójstwie powoduje zwiększenie liczby samobójstw dokonanych w taki sam sposób jak w tej informacji. Dla ludzi w ciężkiej sytuacji, np. z ciężkim przypadkiem depresji albo przeżywających poważną traumę życiową, informacja medialna o tym, że ktoś odebrał sobie życie bo miał problemy, jest sygnałem, że to jest właśnie lekarstwo na te problemy. To akurat skrajność, ale warto wiedzieć, że ludzki mózg tak funkcjonuje, że uczy się z otoczenia wszystkiego: niemal bezwiednie uczy się naśladować postawy i reakcje na daną sytuację. Trzeba więc uważać, czym się karmi swój mózg.

Nie sugeruję cenzury trudnych tematów w mediach, ale samodzielne zastosowanie diety niskoinformacyjnej dla własnego zdrowia.

Pamiętaj, tam gdzie kieruje się uwaga, tam podąża energia. To, na co poświęcasz czas, stanie się Twoją specjalnością. A od tego przede wszystkim zależy jakość Twojego życia.


Tony Robbins 

Jeśli podoba Ci się mój blog, zapisz się do newslettera TUTAJ. Otrzymasz w prezencie materiały dla inwestorów w nieruchomości - akurat teraz mam taki prezent dla czytelników. Jeśli Cię to nie zainteresuje, po prostu zapisz się i zaczekaj na kolejne materiały, które pomogą Ci się rozwinąć w biznesie i w życiu osobistym.

Podobne artykuły:

Masz zrobione pranie mózgu

Luca Biada - rotta's brainwashing (creative commons license)


Gdy mały chłopiec bawi się sportowym samochodem zabawką nikt nie mówi, że woda sodowa uderzyła mu do głowy albo że jest snobem, nawet gdy twierdzi, że chciałby mieć taki samochód jak dorośnie. 

Gdy mała dziewczynka ubiera lalki w piękne sukienki i mówi, że będzie miała takie jak dorośnie i też będzie tak pięknie wyglądać, to nikt nie mówi, że jest głupia i pusta.

A później co się dzieje? Kto wyprał ci mózg, że zaczynasz myśleć inaczej? 

Jeśli czytasz mojego bloga, to wiesz, że nie zależmy mi na bogactwie, ale przede wszystkim na wolności. Wolność polega jednak również na wolności w wyborze własnych marzeń. A przecież możemy mieć dowolne marzenia: luksusowy dom, dobry samochód, wakacje w egzotycznych krajach. Ktoś chce nam jednak wmówić, że to pusty snobizm, głupota, a poza tym coś zupełnie niedostępnego dla Ciebie, "zwykłego" człowieka. A nawet dziecko rozumie, że coś z takim myśleniem jest nie tak.

Dziecko, gdy się rodzi, przyjmuje całą rzeczywistość taką, jaka jest. Dziecko ma doskonały mechanizm integracji z rzeczywistością i mimo, że nie rozumie jeszcze otaczającego go świata, to tworzy obraz stanowiący całość. Dlatego dla dziecka Porsche to nie snobizm albo coś niedostępnego, ale zwykły element rzeczywistości.


"Rodzimy się wyposażeni w umiejętność tworzenia całości, a jednak wybieramy odrzucenie, tłumienie, zapominanie, brak uwagi, pamięć wybiórczą, jednostronność i uleganie starym, złym nawykom. Trudno jest przezwyciężyć ich wpływ"

Deepak Chopra - lekarz, filozof, autor książek

Dzisiaj inwestuję w nieruchomości, uczę inwestowania i biznesu. Doskonale jednak pamiętam jak wynajmowałem na spółkę z kolegą pokój podczas studiów. Zupełnie nie zastanawiałem się nad tym, co jest po drugiej stornie tego, że taki student jak ja, jak i większość moich kumpli ze studiów, wynajmujemy mieszkanie. Pomysł na biznes, którym przyszło mi się zajmować kilka lat później był dosłownie pod moimi stopami, spałem w nim i jadłem. Nigdy nie przyszło mi wtedy do głowy, że można się utrzymywać dzięki posiadaniu mieszkań na wynajem. Sądziłem raczej, że mieszkania na wynajem istnieją bo ktoś je odziedziczył lub kupił "na zapas" dla swoich dzieci jeszcze zanim poszły na studia. Teraz brzmi to śmiesznie, ale przecież to się ciągle dzieje!

Znasz historię o biedaku, który stał na środku placu przez całe życie i żebrał? Kiedy zmarł, ludzie z miasteczka postanowili go pochować w miejscu, gdzie żebrał przez te wszystkie lata. Gdy zaczęli kopać, zauważyli, że jest tam jakaś skrzynia. Okazało się, że jest pełna złota. Biedak całe życie żebrał stojąc na skrzyni pełnej złota. Ta historia jest opowiadana w wielu wariantach.

Inna wersja: pewien podróżnik przybył do wioski Indian, którzy żyli bardzo ubogo. Usiadł z nimi i zauważył, że ich dzieci bawią się jakimiś szkiełkami. Wziął jedno i zauważył natychmiast, że to diamenty. Indianin powiedział, że wszędzie tu pełno takich i dzieci się tym bawią. Podróżnik kupił od Indian kawałek ziemi i zdobył koncesję na wydobywanie diamentów. Zarobił fortunę, a życie Indian się nie zmieniło.

Morał z tego jest taki, że wszystkiego jest dookoła nas pod dostatkiem, tylko tego nie zauważamy. Nie mamy cierpliwości by szukać, sprawdzać. Nie mamy otwartych umysłów na takie okazje bo ktoś nam założył inne filtry. Mamy inne mapy, w szkole nie uczy się nas jak spełniać marzenia.

Gdy pojechałem na moje pierwsze szkolenie z inwestowania w nieruchomości myślałem, że spotkam "grubych" inwestorów. Spotkałem zwykłych ludzi, może trochę starszych ode mnie, ale poza tym po prostu - normalnych. Tak, normalni ludzie żyją z wynajmu nieruchomości. Dlaczego do cholery wmawiano mi przez wszystkie lata edukacji, że normalni ludzie chodzą na 8 godzin do pracy na etacie po tym, jak zostaną do niej przyjęcie na podstawie dobrego CV?

Ostatnio rozmawiałem z pewną osobą mającą dzieci w wieku gimnazjalnym. W małej miejscowości na wschodzie Polski. Powiedziała, że nie chce przepisywać gospodarstwa na dzieci, bo jak skończą szkołę, to nie będą mogły się zarejestrować... w URZĘDZIE PRACY i wskutek tego... NIE DOSTANĄ NIGDZIE PRACY. Ręce mi opadły. OK, wiem, że w tamtym regionie tak jest - cwaniacy udający przedsiębiorców zatrudniają ludzi z urzędu pracy jako tanią siłę roboczą. Ale czy to znaczy, że trzeba tkwić w takim czymś? Nawet tam, na wsi na wschodzie Polski, są przykłady ludzi, którzy odnieśli swój lokalny sukces. Są zamożni rolnicy, są właściciele małych biznesów. Dlaczego nie wzorować się na kimś kto się stara i coś osiąga? Gdyby patrzeć na rzeczywistość jako na CAŁOŚĆ, to nie byłoby widać tylko urzędu pracy.

Jeśli wzruszyła Cię historia o urzędzie pracy we wschodniej Polsce i myślisz, że jesteś lepszy, bo idziesz do pracy w korpo w Warszawie, to też masz zrobione pranie mózgu. Ok, nie zrozum mnie źle. Postarałeś się w życiu, żeby dostać się do tej pracy. To dobrze, ucz się w niej i rozwijaj. Ale jeśli nie widzisz drugiej strony medalu, że może właścicielem tej korporacji jest facet w t-shircie i jeansach, normalny, taki sam jak Ty, to na zawsze zostaniesz niewolnikiem. Ten facet zatrudnił managerów w garniturach właśnie po to, żeby sprawiać na Tobie takie wrażenie: "wielka poważna firma", "trzeba się spinać". Słyszałeś takie powiedzenie?:

"Mężczyzna w garniturze zawsze wygląda jak człowiek sukcesu... Dopóki nie okaże się, że pracuje dla faceta w koszulce i jeansach".

Nie chcę Cię wcale przekonywać do tego, że masz rzucić wszystko i zakładać swoją wielką firmę, osiągać wielki sukces. Wiem, że jest teraz duże parcie na takie myślenie, rosną jak grzyby po deszczu coache od motywacji i od sukcesu w biznesie. Nie o to mi chodzi, ale o to, żebyś się obudził. Po prostu zobacz świat jako całość i wybierz sobie miejsce dobre dla Ciebie. Nie musisz być milionerem, nie musisz osiągnąć wielkiego "SUKCESU". Po prostu pomyśl co chciałbyś w życiu robić, żeby czuć się wolnym, szczęśliwym i spełnionym, a później policz ile to kosztuje czasu, pracy i pieniędzy.

Podam Ci inny przykład z mojego życia: 

Kilka lat temu jeździłem z wynajętego mieszkania przy placu Narutowicza na Warszawskiej Ochocie na zajęcia na Uniwersytecie Warszawskim. Jeździłem tramwajem, który jeździ pomiędzy Pragą i Okęciem, przejeżdża obok palmy, gdzie wysiadałem i chodziłem Nowym Światem na kampus. Tramwaj przejeżdżał obok biurowca Millennium Plaza (ten z logo Dell). Czasami gapiłem się na niego przez szybę tramwaju i zastanawiałem co tam właściwie się dzieje w tak wielkim biurowcu. Musi tam być robiony jakiś strasznie wielki biznes... Kilka lat później byłem tam stałym bywalcem spotkań biznesowych, a może niedługo sam zrobię tam konferencję (szukam właśnie sali na moje najbliższe spotkanie poświęcone nieruchomościom). Nic wielkiego. Zwykły budynek, zwykłe salki konferencyjne, biura. Każdy może sobie tam wynająć parę metrów. 

Teraz to może śmieszne, że tak myślałem, może Ty tak nigdy nie myślałeś i tym bardziej jestem dla Ciebie śmieszny. Ale czy Ty, ja i wiele osób dookoła nadal tak nie myśli? Kiedyś odległy wydawał się Millennium Plaza, a teraz? Ok, nie mówmy o prywatnych odrzutowcach. Domek w górach i utrzymywanie się z biznesu online albo z wynajmu nieruchomości? Odległe marzenie, czy coś na wyciągnięcie ręki? Przecież koszt utrzymania domku na wsi jest niższy niż utrzymanie się jako student w Warszawie! Nie musisz być właścicielem Amazona, żeby tak żyć! Po prostu otwórz oczy, że możesz mieszkać gdzie zechcesz. I możliwe, że niedługo nadejdą czasy, że może nawet będziesz mógł wykonywać tę samą pracę co teraz, tylko że zdalnie z domku w górach. Technicznie jest to już możliwe w 100%, czekamy jeszcze tylko na zmianę mentalną.

Ale pewnie powiesz: "łatwo ci powiedzieć bo wynajmujesz nieruchomości i robisz biznes online". Nie zawsze tak było. Sam też porzuciłem etat w dużym mieście, w dobrej kancelarii prawnej. Miałem wtedy już jednak kilka lat doświadczeń w prowadzeniu własnej firmy po godzinach. Możesz zrobić podobnie. Jeśli pracujesz na etacie w dużym mieście, to ułożenie planu, żeby się stamtąd wyrwać może nie być łatwe. Nie musisz jednak na początku nawet zakładać firmy, ale stwórz plan. A później ucz się i konsekwentnie dąż do realizacji celu. Cele mogą się zmieniać, to nie ma znaczenia, nie zniechęcaj się. Dostosowuj plan do nowych celów i działaj. 

Rozbij plan na etapy. Najpierw naucz się obserwować świat takim, jaki jest, dostrzegaj okazje, ucz się. Ja najpierw podnajmowałem cudze nieruchomości zanim kupiłem swoją. Popełniłem masę błędów. Nie sugeruj się mną, nieruchomości to tylko przykład (chociaż ostatnio modny, co stanowi pewne zagrożenie rynkowe, sam się zastanawiam jak zdywersyfikować biznes). Rób to co lubisz, w czym możesz być dobry i na czym da się zarobić. Jeśli pasuje Ci to robić w ramach istniejącej organizacji, to super. Jeśli chcesz odejść na swoje, to ucz się, ucz się, ucz się, POKAŻ SIĘ światu i zdobywaj pierwszych klientów po godzinach. 

Ale przede wszystkim: nie daj sobie wyprać mózgu. Ludzie powiedzą Ci różne złe rzeczy o biznesie i o bogatych ludziach. Większość z tego to nieprawda. Skandale dotyczą na ogół celebrytów a nie osób zamożnych. Ludziom się wszystko pomieszało, ludzie myślą, że bogaci są politycy, celebryci, aktorzy. W Polsce przeciętny właściciel salonu samochodowego jest bogatszy niż przeciętny polityk lub aktor. W świecie celebrytów są skandale i różne świństwa. A czy wiesz, że wśród milionerów rozwody zdarzają się 7 razy rzadziej niż ogólnie w społeczeństwie (Stanley, Danko - "Sekrety amerykańskich milionerów"). Dlatego musisz patrzeć na fakty. Poznawaj ludzi, czytaj książki, szukaj informacji. Opinie Twojej rodziny i znajomych prawdopodobnie na niewiele się przydadzą.

Zobacz też inne moje teksty o rozwoju mentalnym:

1) Trzy książki, które ogromnie rozwiną Cię mentalnie

2) Inwestowanie? Tu nie chodzi o pieniądze, ale o wolność

Jeśli chcesz dostawać co tydzień recenzję jednej książki, którą czytałem i polecam, to zapisz się na mój bezpłatny biuletyn: "Książka tygodnia"

Jak zostać freelancerem i pracować z dowolnego miejsca na ziemi

jak zostać freelancerem


Wielu czytelników mojego bloga pyta mnie o możliwości "zarabiania z każdego miejsca na ziemi". Postanowiłem więc przybliżyć Wam pracę mojej żony abyście mogli się zainspirować i być może znaleźć dla siebie niszę, w której zostaniecie swoimi własnymi szefami, a klientów znajdziecie na całym świecie.

Moja żona Alicja od kilku lat pracuje jako freelancerka w branży graficznej. Pracowała dla klientów z Polski, Nowej Zelandii, Niemiec, USA oraz z Anglii. Tworzyła ilustracje do książek dla dzieci, animacje 3D, video mappingi oraz grafiki do gier na urządzenia mobilne. Czy trzeba mieć takie umiejętności żeby zostać freelancerem? Czy trzeba potrafić rysować, tworzyć grafiki lub programować? Niekoniecznie.


Alicja Gil - grafika do gry "The Pirate Book"



Kto może zostać freelancerem?

Każdy. Jeśli tylko odpowiada mu taki styl życia.


Czyli jaki?

Taki, że trzeba samemu sobie ustalać harmonogram pracy. Trzeba pamiętać, że to nie etat i nie będzie stałego dopływu gotówki, więc na pracę składa się nie tylko wykonywanie zleceń, ale i poszukiwanie klientów, budowanie portfolio, samodzielne podnoszenie swoich kompetencji. Co miesiąc trzeba się starać o nowe zlecenia, z każdym zleceniem trzeba się uczyć czegoś nowego.


A jak ktoś jeszcze nic konkretnego nie potrafi? Jak ma zacząć?

Może przejrzeć strony ze zleceniami dla freelancerów i sprawdzić, czy są branże, w których by się odnalazł. Warto sprawdzić stawki jakie są za danego rodzaju zlecenia, żeby się nie okazało, że poświęcisz dużo czasu na naukę czegoś, na czym nie będzie się dało zarabiać. Najważniejsze jest jednak to, żeby lubić branżę i konkretne zlecenia, które się wybierze. Zarobek nie jest wystarczającą motywacją, żeby się rozwinąć i stać się w czymś dobrym.


Czy trzeba mieć wykształcenie w branży, w której szuka się zleceń?

Jak wiesz z wykształcenia jestem biotechnologiem, a zajmuję się grafiką komputerową :D

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Wojtek Gil (@wojtekgil)


Ale jakoś trzeba się nauczyć fachu...

Właściwie wszystkiego nauczyłam się sama. Robiłam 2-letni kurs animacji 3D, ale formalnie nie ma to zbyt wielkiego znaczenia. Więcej nauczyłam się tam od uczestników, z którymi robiłam wspólne projekty niż od wykładowców ;)


Gdzie można samemu zdobyć wiedzę potrzebną do pracy?

Rysować potrafiłam dobrze od dziecka, ale warsztat trzeba było porządnie doszlifować, gdy zdecydowałam się na tym zarabiać. Sama nauczyłam się obsługi programów graficznych, głównie z tutoriali w internecie. Wiele pomogły mi również profesjonalne książki dla ilustratorów. Można umieć rysować, ale przy konkretnych zleceniach trzeba czasami narysować coś, czego wcześniej się nie robiło. Z początku trudno było mi rysować postacie w ruchu i w dziwnych pozach, co było konieczne przy ilustrowaniu scenek z książek dla dzieci. Z pomocą przyszły mi książki o anatomii człowieka stworzone specjalnie dla ilustratorów. Są też materiały o rysowaniu postaci w ruchu.


A spoza branży graficznej? Możesz coś polecić?

W internecie można znaleźć kursy praktycznie w każdej dziedzinie. Wiele jest bezpłatnych materiałów nawet na youtubie. Za materiały lepszej jakości trzeba zapłacić, ale czasami warto. Na pewno można znaleźć też książki dotyczące dowolnej branży.


To fakt. Znam kilku programistów, którzy też się sami wszystkiego nauczyli z książek i z internetu. A co zrobić, jeśli ktoś pracuje na etacie, ale chciałby wkrótce odejść i zostać freelancerem?

Najlepiej, gdyby etat był już w branży, w której chcesz być freelancerem. Wtedy nauczysz się dużo na etacie i odejdziesz z gotową wiedzą. Pozostanie kwestia znalezienia własnych klientów. Jeśli jednak pracujesz w innej branży, możesz uczyć się i robić małe zlecenia po godzinach. Ważne, żeby zacząć robić przynajmniej małe, ale płatne zlecenia, żeby wiedzieć, że będzie się potrafiło zarabiać na swoim.

Największe plusy bycia freelancerem?

Można pracować kiedy się chce.
Można napić się kawy kiedy się chce.
Czasami można pracować 3 godziny dziennie.
Można pracować w dowolnym miejscu.
Można wziąć sobie urlop kiedy się chce.


Największe minusy bycia freelancerem?

Samemu trzeba utrzymywać dyscyplinę.
Czasami brakuje pracy z ludźmi.
Nie ma się szefa-mentora, który wszystko poukłada i doradzi.
Czasami trzeba pracować do 2 w nocy.
Cały czas trzeba się martwić o nowe zlecenia.


Czy freelancer jest przedsiębiorcą?

Jest przedsiębiorcą w takim znaczeniu, że sam sobie organizuje miejsce pracy, szuka zleceń...

czyli sprzedaje?

Tak. Freelancer jest taką jednoosobową firmą.


Dla mnie podstawową różnicą między przedsiębiorcą a freelancerem jest to, że przedsiębiorca tworzy produkt lub usługę i ten produkt może być sprzedawany przez inne osoby, a i usługę mogę świadczyć inne, zatrudnione przez przedsiębiorcę osoby. Freelancer zawsze sam świadczy swoją usługę. Mam rację?

Właściwie tak. Ale ma to ogromne plusy. Nie potrzeba ponosić stałych kosztów w postaci pracowników i biura. Wystarczy komputer i trochę umiejętności albo zapał do nauki. Nie trzeba nawet rejestrować firmy. Pracując dla zewnętrznych firm można być na umowie o dzieło, a firmę można założyć dopiero jak zacznie się to opłacać.


Jak rozpoznać, czy powinno się być freelancerem, czy klasycznym przedsiębiorcą?

Jeśli lubisz być specjalistą w jakiejś dziedzinie i lubisz wszystko zrobić sam, to bycie freelancerem jest dla Ciebie :) A przedsiębiorcą? Widzisz, Ty wolisz mi zlecać robienie grafik, to może Ty coś powiedz :D


No tak. Przedsiębiorca to dla mnie bardziej strateg i kreator, ale nie kreator detalicznego produktu, tylko całego przedsięwzięcia. Przedsiębiorca wręcz nie powinien sam robić wielu rzeczy dotyczących usług, które świadczy. Ja wymyślam jak zainwestować w mieszkanie na wynajem, organizuję finansowanie, negocjuję zakup, ale już lepiej, żebym sam nie biegał z pędzlem i szpachlą przy remoncie. Powinienem myśleć o powiększaniu biznesu, delegowaniu zadań, znajdywaniu okazji.

Gdyby odwołać się do książek Kiyosakiego, to freelancer byłby w kwadrancie "S" (samozatrudniony). Mimo, że większość przedsiębiorców zaczyna od kwadrantu "S", to ich celem jest kwadrant "B" (biznes). Kiedyś sugerowałem Ci zatrudnienie ludzi, dlaczego nie skorzystałaś?

Wyrabiając sobie markę osobistą mogę zdobywać dobre zlecenia ze względu na mój styl rysowania. To nie jest do oddelegowania na pracowników. Klienci wybierają mnie, bo chcą, żeby ich ilustracje albo grafiki do gier były zrobione w moim stylu. Nie chciałabym zajmować się nadzorowaniem pracowników, którzy robiliby jakieś "standardowe" zlecenia na ilość.


Wolisz robić mniej, ale postawić na indywidualizm i jakość?

Tak :)


I może być z tego lepsza kasa i mniej roboty niż z utrzymywania kilkuosobowej firmy?

Tak! :)


Cóż, najwyraźniej każdy powinien robić to co lubi i nie koniecznie trzeba się kierować myśleniem, że w dużym biznesie jest najlepsza kasa. Warto postawić na jakość i indywidualizm, a pieniądze przyjdą. A co najlepsze przyjdą przy pracy, którą się naprawdę lubi.


To może powiedz jeszcze coś o najciekawszych zleceniach?

Myślę, że video mapping podczas festiwalu Skyway w Toruniu.


Tutaj możecie zobaczyć fragment:


Film zamieszczony przez użytkownika Wojtek Gil (@wojtekgil)


Coś jeszcze?

Mapa nieba dla Nieba Kopernika przy Centrum Nauki Kopernik. Obecnie robię seans dla Planetarium w Toruniu i to pewnie będzie najciekawsze ze wszystkich do tej pory zleceń.

Pewnie o tym nie wspomnisz bo to mało ciekawe ... ;) ale robiłaś przecież animacje do moich firmowych filmów! 

Haha! No tak, bo mnie namówiłeś!



Film zamieszczony przez użytkownika Wojtek Gil (@wojtekgil)


Muszę też dodać, że Twojego autorstwa jest logo naszej firmy podnajmującej nieruchomości Home Share sp. z o.o. oraz logo Warsztatu Inwestora, na którym uczę inwestowania i prowadzenia biznesu.

Namówiłeś mnie, to zrobiłam ;)


Czy planujesz dalej robić logotypy dla firm?

A będziesz mnie zmuszał? :)


Jeszcze nie wiem! :D

Obecnie mam mało czasu na tego typu zlecenia bo robię większe projekty. Zrobienie logotypu jest wbrew pozorom bardzo pracochłonne a wydaje się, że to takie małe, szybkie zlecenie. W przypadku Twoich logotypów miałam praktycznie wolną rękę, więc było o tyle łatwiej, że nie było miliona poprawek.

Praca z klientami nad logotypami jest często bardzo męcząca, bo przedsiębiorcy postrzegają logotyp jako "twarz" ich firmy - nic dziwnego zresztą. Logotyp musi przez to być bardzo dopracowany i oddawać charakter firmy. Dobrze jest zrobić też od razu całą wizualizację graficzną dla danej firmy.


Ok. Podsumujmy nieco. Jeśli ktoś jest młody i szuka pomysłu na życie, co powinien zrobić, żeby sprawdzić, czy bycie freelancerem jest dla niego?

Nie dowie się, jeśli nie spróbuje. Na szczęście, tak jak wspomniałam, na początek nie trzeba dużo inwestować. Wystarczy ten komputer, którym masz. Jeśli na początku nie masz już ukształtowanych umiejętności możesz poszukać prostszych zleceń. Nie znam się na innych branżach niż graficzna, więc trudno mi coś konkretnego polecić...


To ja dodam, że może warto poszukać zleceń w branży mediów społecznościowych. Każdemu przedsiębiorcy przyda się reklama w mediach społecznościowych, a nie każdy potrafi lub ma czas sam ją zrobić. Nie wymaga to wielkich umiejętności. Za grafikę do reklamy może posłużyć gotowe zdjęcie, a obróbkę można zrobić w darmowym programie online.

Robiliśmy wspólnie reklamy do moich szkoleń i nawet ja dałem radę! :) Wiele młodych osób, którym media społecznościowe nie są obce mogłoby się nauczyć jak robić tam reklamy i na tym zarabiać. Mam na myśli przeprowadzanie kampanii reklamowych dla firm.


grafika przygotowywana pod wymagania reklamy na Facebooku

Oczywiście jest mnóstwo agencji reklamowych zajmujących się reklamą na Facebooku, ale jeśli wyróżnisz się umiejętnościami i skutecznością, to na pewno znajdziesz zlecenia.

To prawda. Ważne też, żeby odpowiednio się cenić. Na początku kilka zleceń robi się "do portfolio", ale później, gdy mamy już co pokazać, to dla dobra swojego oraz klientów powinno się brać "normalne" stawki. Wielu początkujących freelancerów ceni się zbyt nisko i przez to musi brać zbyt wiele zleceń na raz. Cierpi na tym każdy, łącznie z klientami, którzy są przez to źle obsłużeni. 



Została jeszcze kwestia pracy zdalnej. Jak to sobie zorganizować? Jak pracować z każdego miejsca na ziemi?

W przypadku większości zleceń dla freelancerów wystarczy laptop i internet. Niektórzy potrzebują więcej sprzętu. Ja potrzebuję raczej dużego tabletu graficznego, w domu pracuję na dużym monitorze. Robiąc "ciężkie" grafiki 3D potrzebuję silnego komputera stacjonarnego. Niektórzy freelancerzy może będą potrzebowali aparatu albo kamery, ale większość poradzi sobie pewnie z samym komputerem.

Jeśli chodzi o klientów, to i tak większość z nich jest spoza Polski. Nie ma to żadnego znaczenia gdzie mieszkam, praktycznie nie widuję się na żywo z klientami. Większość rozmów odbywa się przez maile albo skype (i to raczej w formie pisanej bo łatwiej się tak zgrać pod kątem różnicy w czasie).

Zależy mi też na takim ułożeniu sobie spraw z klientami, żeby nie dawać swojej dostępności 24 godziny na dobę. Odrzucałam niektóre zlecenia, nawet bardzo dobrze płatne, gdy klient już na etapie wstępnego omawiania zlecenia miał duże pretensje, że nie jestem non-stop dostępna na skype albo że nie odpisuję "kilka godzin".

Większość zleceń, których się podejmuję, robię samemu bez konsultacji z klientem nieraz przez kilka dni lub nawet tygodni. Nie sprawiałoby mi przyjemności robienie mnóstwa małych zleceń, przy których każdy szczegół ciągle musiałby być konsultowany ze zleceniodawcą. To jest też zaleta postawienia na indywidualny styl i na jakość. Jak klient decyduje się na mój styl, to nie musi konsultować ze mną w trakcie pracy wyglądu np. każdej postaci, którą ryzuję. Oczywiście dostaje wstępny szkic, ale po akceptacji pracuję sama. Później mogą być oczywiście poprawki, ale nie można pozwolić sobie na robienie niekończących się bezpłatnych poprawek dla jednego klienta. 

Takie podejście znacznie ułatwia "pracę z każdego miejsca na ziemi" bo nie musząc być dostępnym ciągle pod telefonem można się swobodniej przemieszczać i pracować o dowolnej porze dnia lub nocy, w dowolnej strefie czasowej.


A jak zorganizować sobie całą pracę? Jak panować nad procesem twórczym?

Trzeba dużo dyscypliny. Trzeba umieć podzielić pracę na etapy i wyznaczyć czas na wykonanie każdej części. Na początku, zanim się człowiek przyzwyczai i nauczy, jest tak, że początkowy etap pracy jest dosyć leniwy. Planuje się wszystko z zapałem, ale konkretna praca nie idzie do przodu. Później okazuje się, że na dużą część pracy zostało raptem kilka dni. To tak jak z nauką do sesji na studiach :) 

I tak, jak z prawem Parkinsona: czas wykonania zadania rośnie proporcjonalnie do czasu jaki mamy przewidziany na to zadanie, z tym, że intensywność pracy skupia się pod sam koniec tego okresu. Niby oczywiste, ale bardzo szkodliwe na dłuższą metę, prawda?

Tak. Zwłaszcza, że pod koniec jednej pracy wypadałoby już intensywnie szukać nowych zleceń... albo szykować na wakacje ;) A nie stresować się terminami. 

Jak sobie poradzić?

Da się tego procesu nauczyć. Ja uczyłam się głownie w praktyce, na swoich błędach. Jest jednak sporo książek na ten temat.

Ja znam "Kreatywność na zawołanie" Todda Henry'ego. Wbrew tytułowi jest to książka poświęcona głównie organizacji procesu kreatywnego, a nie samej kreatywności.

Nie czytałam, ale pamiętam, że mnie namawiałeś :D 

Ok, dzięki za rozmowę i pomoc moim czytelnikom!


Komentarz:

Mam nadzieję, że ta krótka rozmowa z moją żoną spodobała Ci się oraz że Cię zainspirowała. Ciężko mi namówić żonę do takich wyznań bo woli pracować w swojej działce niż o tym publicznie opowiadać. Jeśli ten wywiad Ci się spodobał i uważasz, że może kogoś zainspirować, udostępnij go proszę u siebie na Facebooku albo wyślij znajomemu, który myśli o zostaniu freelancerem. Może go zmotywujesz do ważnej zmiany!

Jeśli chcesz więcej takich treści zapisz się do mojego newslettera na dole po prawej.

A jeśli masz jakieś przemyślenia lub pytania, to zostaw na dole komentarz.

Inwestowanie? Tu nie chodzi o pieniądze, ale o wolność!



Ludzie czasami dziwią się, że mając doświadczenie w wynajmowaniu mieszkań nie stworzę firmy zarządzającej najmem, niektórzy proponują mi nawet, że mogliby mi podsyłać klientów. Dziwią się również, że oddaję część dochodów z najmu zewnętrznej firmie zarządzającej. Powiem Ci z czego to wynika:

koncentruję się na kreowaniu aktywów, a zarządzanie chcę oddać komuś innemu.

Biorę na siebie spore ryzyko, kredyty hipoteczne na 30 lat, robię remonty za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dużo pracuję wyszukując atrakcyjne pod względem wynajmu mieszkania oraz negocjuję i finalizuję transakcje. Robię to wszystko bo to pozwala mi to stworzyć aktywa, które będą przynosiły stały dochód. 

Przy okazji robię też zdjęcia wnętrz oraz filmy inspirujące innych inwestorów, ale jest to dla mnie raczej rozrywka. Lubię robić zdjęcia, gdybym tego nie lubił na pewno bym to komuś zlecił. Filmy robię by propagować ideę inwestowania z myślą o wolności finansowej.

Wracając do tematu: ja biorę na siebie ryzyka finansowe i transakcyjne, a ktoś inny zarządzanie. Uważam, że taki podział zadań i ryzyk jest uczciwy i korzystny dla każdej strony. Ja mogę w przyszłości mieć przychody pasywne bo podjąłem ryzyko. Ktoś ma z kolei co miesiąc wynagrodzenie za zarządzanie najmem. 

Jak nauczyć się takiego podejścia do inwestowania i biznesu? Sądzę, że osobom chciwym i kochającym pieniądze same w sobie dużo trudniej osiągnąć wolność finansową. Pamiętasz opowieść o bogaczu i wielbłądzie, który miał przejść przez "ucho igielne"? Trudno Ci będzie też prowadzić w taki sposób biznes jeśli jesteś osobą, która "zawsze wie najlepiej", "musi to zrobić sama, żeby było dobrze" itd. Wiesz co mam na myśli.

Jeśli zależy Ci głównie na pieniądzach, to trudno będzie Ci przełknąć wydanie ciężko oszczędzonych kilkudziesięciu tysięcy złotych na wkłady własne, prowizje pośredników, notariusza, podatek. Będziesz wolał trzymać te pieniądze w banku aż zjawi się jakiś "doradca" i zaproponuje Ci "pewny zysk" na amerykańskich akcjach albo na forex. Zobaczysz przykładowe zwroty z inwestycji, jakie ten doradca Ci pokaże: 30% w jeden dzień! 80% w rok! I wtedy chciwość Cię zgubi. Prawdopodobnie stracisz większość pieniędzy. Że też ja muszę odbierać telefony z takimi ofertami... biedni ludzie, pewnie sami wierzą w to, co mówią.


"Lepiej mieć stałe dochody niż być fascynującym"
Oscar Wilde

Moje zyski z inwestycji w nieruchomości nie są takie sexy jak forex. Mogę zainwestować na ok. 8-12%. Jeśli jednak potrafisz liczyć zwrot z inwestycji i wiesz co to jest ROE, to powiem Ci, że inwestując w nieruchomości mogę osiągnąć 30-40% zwrotu z zainwestowanego kapitału. Ale to wymaga lewara w postaci kredytu hipotecznego.

Widzisz, przez tą całą obsesje świata finansów na temat "zwrotów z inwestycji" sam dałem się ponieść i piszę Ci o ROI i ROE, zamiast o tym, o czym planowałem - o wolności.


Ważne jest jaki stały miesięczny dochód będziesz otrzymywał

Jakie to ma znaczenie jaki jest zwrot z inwestycji, jeśli nie możesz otrzymywać comiesięcznej wypłaty? Warren Buffett powiedział kiedyś, że inwestowanie w złoto powinno być zakazane bo złoto nie daje dywidendy. Ze "zwrotami z inwestycji" w inwestowaniu w nieruchomości jest w sumie podobnie jak ze złotem. Warto mieć te sprawy na uwadze na wypadek kryzysu.

Obecnie są rekordowo niskie stopy procentowe, gdy ja ostatnio brałem kredyt jego oprocentowanie wynosiło nominalnie 3,89%. Co jednak się stanie jeśli stopy procentowe pójdą w górę? Oprocentowanie kredytu, a co za tym idzie rata, pójdą w górę. Po to przede wszystkim należy liczyć zwroty z inwestycji (ROI) bo jeśli oprocentowanie kredytu przebije Twój zwrot z inwestycji, to znajdziesz się pod kreską. Nie przywiązuj się do liczb, które podam, nawet najwybitniejsi analitycy nie znają przyszłości, ale ja zakładam, że moje inwestycje muszą "się spinać" jeśli oprocentowanie kredytu wyniesie 7-8%. Dlatego szukam nieruchomości, z których zwrot jest wyższy niż 8%.

Odpowiednio duży zwrot z inwestycji wyrażony w procentach jest zabezpieczeniem na złe czasy. Na dobre czasy są przychody pasywne i głównie tym wskaźnikiem kieruję się wybierając nieruchomości. Czysty zysk z wynajmu (po zapłaceniu raty kredytu, czynszu administracyjnego, podatków) musi wystarczyć dla mnie i dla firmy, która zarządza najmem. Jeśli pieniędzy zabraknie na zarządzanie najmem, to będę miał "etat" w postaci bycia zarządcą swoich nieruchomości, a nie przychody pasywne.


Rób to, co jest dla Ciebie dobre

To co napisałem wyżej, to tylko mój punkt widzenia. Ty możesz chcieć budować biznes w nieruchomościach w oparciu o zarządzanie najmem, możesz chcieć zająć się podnajmem, tak jak ja na początku, możesz zarabiać jako pośrednik w obrocie nieruchomościami. Dużo ludzi mówi teraz o inwestowaniu w nieruchomości, ale to nie znaczy, że masz rzucać swój biznes albo pracę którą lubisz i zostawać zawodowym inwestorem w nieruchomości. Wybór należy do Ciebie!

Dlaczego jednak nie miałbyś pomyśleć nad zbudowaniem przychodów pasywnych aby w przyszłości zająć się tym co kochasz? Podróżami, działalnością charytatywną? Może chcesz uszczęśliwić kogoś bliskiego albo zapewnić przyszłość swoim dzieciom budując przychody pasywne, które przetrwają pokolenia? W nieruchomościach jest to możliwe. Jeśli nie powtórzy się historia z czasów komunizmu i ludzie nie zostaną ograbieni ze swojej własności, w dzisiejszych czasach możesz OD ZERA zbudować majątek, który przetrwa pokolenia.


Ja działam przede wszystkim w biznesie, który daje możliwość generowania przychodów pasywnych

Dzisiaj są to dla mnie przede wszystkim nieruchomości, ale działam też w biznesie internetowym - jak sam zresztą widzisz czytając tego bloga. Zależy mi na przychodach pasywnych, które kupują mi czas, a przez to dają wolność. Mogę dzięki temu tworzyć to, na co mam ochotę, mogę dawać Ci wartość poprzez tego bloga nie oczekując nic w zamian. 

Jeśli będziesz śledził mojego bloga dostaniesz wiedzę, którą normalnie ludzie sprzedają za kilka tysięcy za dzień szkolenia. Organizuję spotkania dla inwestorów za symboliczne kwoty, bo nie chodzi o to, że mam zarabiać na każdym, kto przyjdzie na moje spotkanie (jak np. to). Zależy mi na tym, żeby pomóc mniej doświadczonym, żeby samemu spotkać mądrzejszych ode mnie i czegoś się nauczyć, żeby spotkać właściwych ludzi i zrobić z nimi kiedyś coś większego niż każdy z nas osobno mógłby zrobić.

Wiesz dlaczego jeszcze to robię? Żeby spotkać ludzi, z którymi łączą mnie podobne cele i marzenia.

"Gdzie oni są? Ci wszyscy moi przyjaciele (...) Zabrakło ich Choć zawsze było ich niewielu (...) Schowali się Po różnych mrocznych instytucjach"
Grzegorz Ciechowski

Od kiedy nie przychodzę codziennie do pracy na etacie, nie widuję często moich dawnych znajomych. Wtedy, gdy ja mam czas, moi znajomi są pozamykani w różnych "mrocznych instytucjach" (moi kumple ze studiów to dzisiaj w wielu przypadkach prawnicy, więc ta metafora jest wyjątkowo trafna, zwłaszcza w odniesieniu do posad państwowych - nie obraźcie się, żartuję!). 

Inwestor i przedsiębiorca często bywa samotny. Ktoś kiedyś powiedział, że przedsiębiorcy to najbardziej samotni ludzie na świecie. Gdy pracujesz na etacie możesz narzekać na złego szefa, na głupią pracę, na złą atmosferę w firmie. Gdy jesteś przedsiębiorcą nie możesz narzekać bo Ty to wszystko tworzysz: 

Zły szef - to Ty 
Głupia praca? - Sam stworzyłeś tę firmę! 
Zła atmosfera? - Sam zbudowałeś taki zespół!
Klienci nie dopisują? - Jesteś słabym sprzedawcą i marketingowcem! 
Inwestycja w nieruchomość nie przynosi takich zwrotów jak powinna - sam wybrałeś taką inwestycję i sam zdecydowałeś jak nią zarządzać! 

100% odpowiedzialności! 

To daje wolność, ale też samotność, jeśli nie masz wokół siebie podobnych ludzi, którzy to zrozumieją.

Ile kosztuje urządzenie pokoi na wynajem?

Po wielu perypetiach związanych z trudnym tematem remontu mieszkania w kamienicy z 1905 r. (o kosztach remontu i napotkanych problemach przeczytasz TUTAJ) pierwsze pokoje już znalazły swoich najemców. Poniżej przedstawiam w jaki sposób niewielkim kosztem przygotowałem pokoje na wynajem aby efekt wizualny był możliwie najlepszy.

Jeśli planujesz zacząć inwestować w nieruchomości albo już kupujesz mieszkania na wynajem, ale nie wiesz jak je urządzić, to ten artykuł może Ci pomóc w oszacowaniu kosztów i w dokonaniu wyboru wyposażenia. Zapewne dałoby się zrobić to jeszcze taniej, ale postawiłem również na oszczędność czasu i większość mebli kupiłem na raz w Ikei. Można szukać podobnych mebli używanych, ale to też kosztuje dodatkowy czas i generuje dodatkowe koszty transportu.

Uwaga do finansowania inwestycji: parę sztuk mebli z Ikei wydaje się małym kosztem. Jednak jeśli przygotowujesz kilka pokoi, to robi się tego już kilka tysięcy złotych. Pamiętaj o tym na etapie planowania inwestycji i w momencie starania się o kredyt. Koszt umeblowania możesz wrzucić w kredyt hipoteczny.

Uwaga do zdjęć: sesję zdjęciową wykonałem szerokokątnym obiektywem Sigma 10-20, który optycznie powiększa pomieszczenia, ale nie powoduje zniekształceń obiektów (co zdarza się wielu obiektywom szerokokątnym).



Mój ulubiony pokój z balkonem z widokiem na Wisłę potraktowałem priorytetowo. Dlatego pokój ten został wyposażony w designerskie biurko, estetyczne zasłony i ciekawie zakończone karnisze. Nawiasem mówiąc, jestem człowiekiem bardziej "od inwestycji" i łatwiej pisze mi się o zwrotach z inwestycji niż o wystroju wnętrz. Lubię jednak estetyczne wnętrza, sam je przygotowuję i robię zdjęcia, ale mówienie o tym albo pisanie wydaje mi się nieco nienaturalne. Mam nadzieję jednak, że w tych krótkich komentarzach o poszczególnych pokojach uda mi się dać Wam kilka cennych porad.

KOSZTY:

łóżko: 170 zł
materac: 208 zł
blat biurka: 69 zł
kozły: 40 zł
krzesło z poduszką: 79 zł
załony: 99,99 zł
firanka: 7,5 zł (sprzedawane po dwie za 15 zł)
plakat: 18 zł
ramka na plakat: 15 zł
drążek na ubrania na ścianę: 15,99 zł

SUMA: 722 zł


Dzieląc mieszkanie na 6 pokoi trzeba się liczyć z tym, że niektóre pokoje będą miały dość wąskie okno "przytulone" do ścianki działowej. Sprawia to pewną trudność w kwestii powieszenia zasłony. 



Gdy wrzuciłem to zdjęcie na Facebooka, to niektóre osoby pytały "dlaczego dałem zasłonę na środku ściany". Gdybym dał zasłonę po prawej przy oknie, to zasłaniałaby dużą część i tak wąskiego okna. Z kolei zasłona całkiem po lewej musiałaby być albo bardzo szeroka i zasłaniałaby całą ścianę, albo byłby kawałem ściany pomiędzy zasłoną i oknem. Obie wersje wydawały mi się nieco śmieszne. Postawiłem na zasłonę "na środku ściany", która rozsunięta nie zasłania ani trochę okna. Może stworzę nowy trend.

Pokój "z zasłoną na środku ściany" wyposażyłem w szafę i biurko z Ikei, a łóżka zamówiłem z firmy meblemeble.pl. 


KOSZTY:

szafa: 199 zł
biały blat: 39 zł
nogi do blatu: 20 zł (promocja - 5 zł / sztuka)
krzesło: 39 zł
łóżko: 170 zł
materac: 208 zł
zasłona: 35 zł (sprzedawane po 2 za 69,99 zł)
firanka: 7,5 zł 
karnisz: 15 zł drążek + 10 zł uchwyty + 6 zł dwa dodatkowe uchwyty 
plakat: 18 zł
ramka na plakat: 15 zł

SUMA: 781 zł 





Na tym zdjęciu widać pokój wyposażony w białą wersję łóżka od meblemeble.pl (obiecywałem sobie, że nie wspomnę o tej firmie bo zapomnieli o moim zamówieniu i musiałem na te łóżka bardzo długo czekać... cóż, od znajomych słyszałem jednak sporo pozytywnych opinii, więc jeśli Wam to jakoś ułatwi wybór łóżek, to nieco chłodno informuję, że jest taka firma - co do jakości łóżek polecam, pewnie miałem pecha z tą dostawą). 

Koszty:

białe łóżko: 249 zł
żółte zasłony: 99,99 zł
kozły do blatu: 40 zł
blat: 69 zł
regał: 129 zł
szafa: 199 zł
krzesło: 35 zł
karnisz z ozdobnymi zakończeniami: 41 zł (15 zł drążek + 10 zł uchwyty + 6 zł dwa dodatkowe uchwyty + końcówki 10 zł)
plakat: 18 zł
ramka na plakat: 15 zł

SUMA: 1144 zł


Kolejny pokój urządziłem w stylu zbliżonym do poprzednich. Zastosowałem podobny zestaw z Ikei, tym razem jednak z szarymi zasłonami.


W tym pokoju wnękę powstałą przy podziale mieszkania wykorzystałem na łóżko. W drugim pokoju zrobiłem tam garderobę zamiast szafy.

Koszty:

szafa: 199 zł
czarny blat: 39 zł
nogi do blatu: 40 zł
krzesło: 39 zł
łóżko: 170 zł
materac: 208 zł
zasłony: 59,99 zł
firanka: 7,5 zł 
karnisz: 30 zł drążki + 10 zł uchwyty + 6 zł dwa dodatkowe uchwyty 
plakat: 18 zł
ramka na plakat: 15 zł

SUMA: 841 zł


Jeszcze jeden pokój z zasłoną na środku ściany. Nie wiem jak Wam, ale mi się podoba:) Koszty podobne jak wyżej.



Koszty:

szafa: 199 zł
biały blat: 39 zł
nogi do blatu: 40 zł
krzesło: 39 zł
łóżko: 170 zł
materac: 208 zł
zasłony: 59,99 zł
karnisz: 15 zł drążek + 10 zł uchwyty
plakat: 18 zł
ramka na plakat: 15 zł

SUMA: 812 zł



Przebieg sesji zdjęciowej pokazałem na moim Instagramie




Jeśli chcesz otrzymywać informacje ode mnie szybciej niż na blogu, to zapraszam Cię na mój Instagram. Przygotowanie materiału na bloga wymaga ode mnie czasu i wiele ciekawych rzeczy pojawia się tutaj z dużym opóźnieniem (przepraszam!). To, co mogę zrobić abyś mógł szybciej dostawać ode mnie wartościowe treści, to wrzucanie ich spontanicznie do mediów społecznościowych. Na Snapchata czuję się na razie za stary, ale może się kiedyś nauczę... ;)

Jeśli masz jakieś pytania lub uwagi możesz do mnie napisać lub skomentować ten wpis poniżej.

Inne artykuły na blogu o podobnej tematyce:

1) Remont totalny mieszkania w kamienicy: kredyt na remont, kosztorys, ekipa remontowa
2) Jak kupić właściwą nieruchomość 
3) Ronald Szczepankiewicz: Kredyt na nieruchomość na sp. z o.o.
4) Jak korzystnie i bezpiecznie wynająć mieszkanie

Zobacz jak wyglądało to mieszkanie przed remontem:




Zapraszam na spotkanie:



Najciekawsze materiały prosto na Twojego maila:

Zgadzam się z Polityką Prywatności

O autorze:

O autorze:
Wojciech Gil - przedsiębiorca, właściciciel Home Share sp. z o.o. Z wykształcenia prawnik i historyk, z zamiłowania pasjonat wszelkich form przedsiębiorczej działalności człowieka

Śledź na Facebooku:

Wojciech Gil. Obsługiwane przez usługę Blogger.

- Copyright © wojciechgil.pl -Metrominimalist - Designed by Johanes Djogan -